Nic na siłę, wszystko młotkiem czyli "Światło"
Witam was w jakże nie świątecznym nastroju! Cóż, może dlatego, że jest luty (kwiecień, jak dokańczam pisać posta, nie zabijajcie mnie)? Jednak nie ma co narzekać, bo przecież niedługo i tak święta, a w mojej klasie i w szkole dalej jest ubrana choinka (już nie, ale za to nie chodzimy do szkoły ponad miesiąc). Także życzę wam słoneczka wesołych świąt Bożego Narodzenia!
Choć przyznaję się bez bicia, że zbyt długo kazałam wam czekać na moją kolejną recenzję to mam wytłumaczenie na swoje jakże iście okropne zachowanie. Stwierdziłam, że nie jestem godna recenzji książki Orwella "Rok 1984" , gdyż prawdopodobnie nie potrafiłabym tego dobrze skomentować, a nie chcę się łapać za tematy, o których nie mam pojęcia. Odsyłam was zatem do innych w celu przeczytania wartej uwagi recenzji o tejże wspaniałej książce. W międzyczasie wciągnęłam się też w serię książkową "Ani z Zielonego Wzgórza", ale ją zostawię na kolejny wpis. Zatem przejdźmy do tematu.
Znacie mnie- jedni lepiej (których mocno pozdrawiam), a inni troszkę gorzej. Nie lubię owijać w bawełnę, nie lubię zostawiać niezakończonych tematów i nie lubię słabych książek.
Tak, dobrze zgadłeś mój drogi czytelniku - nie jest to opinia pełna pochwał i głaskania po główce autora za to, że wyszła mu "dobra", świąteczna młodzieżówka.
Ludzie, powtarzam i będę powtarzać przez chyba całe swoje życie- SZANUJMY SIĘ. Nie sprzedawajmy byle gówna (przepraszam za wyrażenia, inaczej się nie da), nie wydawajmy jakichś słabych ochłapów, którym będą zachwycać się dzieci w wieku jedenastu lat. A jak już takie książki piszemy to podkreślajmy, że jest to książka nie dla dorosłych ludzi, którzy jak mi się wydają mają więcej w głowie, niż oklepane schematy miłosne czy opowiadania o złych chłopcach i grzecznych dziewczynkach.
Naprawdę, gdy zaczynałam książkę byłam tak sfrustrowana, ale stwierdziłam sobie, że no dobrze, dajmy szansę skoro już jestem na dwudziestej stronie. Żałuję, choć przynajmniej mam w końcu książkę dorównującą beznadziejnością "Gwiazd Naszych Wina".
Serdecznie nie polecam książki autorstwa Jay'a Asher pt. "Światło". Jest to taka wielka TANDETA na poziomie zerowym. Nie wspierajmy autorów z takim słabym zasobem słownictwa. Ja naprawdę rozumiem, że pan Asher chciał zaimponować młodzieży i poczuć się względnie młodym, bo sam ma 45 lat i czasy świetności już dawno pozostawił za sobą, ale szanujmy się. Ów człowiek nazywa rasę męską w swoich książkach"typek" bądź "gościu". Ile pan ma lat? Czternaście? Takie słownictwo używało się w podstawówce, gdzie jeszcze mózg nie był do końca wykształcony.
Dla potwierdzenia swoich słów przytoczę wam cytaty *SPOJLER*:
- "Jak mógł mi się podobać typ, który rzucił się na siostrę z nożem?"
- "Ale ja po prostu widziałam w życiu za wiele dziewczyn, które męczą się z beznadziejnymi typkami".
Choć jak tak teraz sobie myślę, że przecież Jay Asher jest autorem "13 powodów". Wielkich rewelacji po tej książce się nie spodziewałam, patrząc na jego dorobek artystyczny. Zresztą "13 powodów" zasługuje na osobnego posta przez samą swoją beznadziejność podobną do książki "Światło". Może niech pan Asher przestanie pisać młodzieżówki, bo jak widać niezbyt mu to wychodzi.
Kolejny dla mnie dość spory problem, rzucający się w oczy jest taki, że w księgarniach jest masa książek o takiej samej tematyce jak "Światło". Wrzućmy to pod lupę. Omawiana przeze mnie książka jest o chłopaku, który zrobił w przeszłości coś złego. Słysząc to od razu prawdopodobnie nasuwa nam się masa książek, chociażby "After". Ten temat jest już omówiony w każdą możliwą stronę, ale NIE, po co być oryginalnym, prawda? Oryginalność jest P R Z E R E K L A M O W A N A. Jest to oczywiście sarkazm, nadmieniam, żeby mniej inteligentni czytelnicy dokładnie zrozumieli co miałam na myśli.
Coś, co mnie najbardziej irytowało w całej książce - SIERRA PRZERYWA WYPOWIEDZI BOHATERÓW.
Sierra to oczywiście główna postać, która swoimi przemyśleniami doprowadza mnie do szału. Ma również tak samo irytującą przyjaciółkę Heather,
Jednak nad tym nie chcę się za bardzo rozczulać, sami się przekonajcie, ale najlepiej wypożyczcie książkę z biblioteki, bo wydanie 30 złotych na tę książkę się nie kalkuluje. Cena nie idzie w parze z treścią.
Wydaje mi się, że cała książka jest na siłę młodzieżowa. Tak jakby autor stwierdził "Ah, 13 powodów w 2011 roku mi się udało to kolejna młodzieżówka też mi wyjdzie", więc tak oto 5 lat później powstała według niego nadksiążka, jak już staramy się mówić takim slangiem młodzieżowym. Nie wiem, co typ miał na celu nią pokazać, ale jedynie zobaczyliśmy, że gościu chyba sam nie wiedział co pisze.
Nie mam nic więcej do powiedzenia. Długo mnie tu nie było, więc idę nadrabiać resztę niepoważnych recenzji.
Ściskam was mocno i mam nadzieję, że jakoś trzymacie się w czasie pandemii. Wszyscy już wiemy, że 2020 to dziwny rok.



Komentarze
Prześlij komentarz