Dziewczyna, która igra z ogniem, czyli trylogia "Igrzyska śmierci"




Dzień dobry, moi mili!

Szczerze? Odechciało mi się już tłumaczyć dlaczego przez (znowu) tak długi okres czasu mnie tu nie było. Po prostu mi się nie chciało. Nawet nie wiem czy ktokolwiek widzi te wpisy, bo mam wrażenie, że jedyną osobą, która czytała był mój były przyjaciel, choć nawet do tego nie mam stuprocentowej pewności. Teraz, kiedy go zabrakło w moim życiu raczej piszę sama do siebie, jak do ściany, sama w swojej toksycznej bańce, ale może to i lepiej. Nieważne, dawno już nic nie pisałam, więc słowa same przelewają się na ekran. Chcę wam tylko przypomnieć, że każdy z was jest wartościowym człowiekiem, niezależnie od tego, co mówią inni. Zaczynajmy więc.

Muszę wam powiedzieć, że naprawdę dawno mnie żadna książka tak nie zafascynowała. Po przeczytaniu "Harry'ego Pottera" chodziłam po całym domu, jak zombie, nie umiejąc się na niczym skupić. Co brałam książkę do ręki to odkładałam ją na swoje miejsce. W takim właśnie stanie przeczytałam "Stowarzyszenie umarłych poetów", "Małe kobietki", które moim skromnym zdaniem są piękną książką na pewno wartą waszej uwagi. Nawet "Lalkę" przeczytałam, wyobrażacie to sobie? Kto normalny czyta "Lalkę"?? Parę innych tytułów również przewinęło się przez moje oczy (palce, ręce, duszę?). Aż w końcu po takim czasie dotarłam do trylogii "Igrzysk śmierci" autorstwa Suzanne Collins i nie żałuję sięgnięcia po te trzy pozycje książkowe. 

Akcja książki rozgrywa się właściwie w nieokreślonym czasie, pewnie bardzo odległej przyszłości, w mieście Panem, wybudowanym, jak podaje Igrzyska śmierci wiki (jakoś nie wyłapałam tego sama w tekście) na ruinach dawnej Ameryki Północnej. Stolicą jest oczywiście przez większość ludzi znienawidzony Kapitol. Państwo Panem zostało podzielone na trzynaście dystryktów z czego funkcjonowało dwanaście, gdyż powstanie sprawiło, że ostatni dystrykt wycofał się, zostawiając innych, przez co został zrównany z ziemią, jak podawała stolica. Jednak z własnych doświadczeń wiemy, że żadnej władzy nie możemy ufać. Od wydarzenia, jakim było powstanie dystryktów, zaczęto organizować Głodowe Igrzyska, żeby pokazać społeczeństwu, jakim błędem była rebelia. Chcieli także, by ludzie wiedzieli, że to Kapitol oraz prezydent Snow wszystkim kierują, a nie oni. Do Igrzysk losowano z każdego dystryktu parę- chłopaka i dziewczynę w przedziale wiekowym 12-18 lat, którzy byli wysyłani na arenę, gdzie walczyli o śmierć i życie, a ostatnia osoba, która pozostała przy życiu zostawała zwycięzcą. 



Przez te kilka wpisów, które były do tej pory już mnie trochę poznaliście, więc zdajecie sobie sprawę, że żadnych spojlerów tu nie znajdziecie, choćbyście szukali nawet kilka godzin hah nie znajdziecie.
Książka sama w sobie jest genialna. Jak czytałam to potrafiłam porównać wydarzenia fikcyjne do naszej, miernej rzeczywistości, z której kompletnie nie powinniśmy być dumni. Kapitol był dla mnie czymś wielkim, było to coś, czego nie można obalić, ale po wydarzeniach wiedziałam już, że żadna siła nie jest potężna, bo to tylko od nas samych zależy jaką drogą pójdziemy. Oczywiście nie mogłabym być sobą, gdybym czytając nie porównała Igrzysk do książki Orwella "Rok 1984", gdzie Winston, jako jednostka nie mógł obalić niczego, co związane z rządami. Tu dobrze zdajemy sobie sprawę z tego, że Katniss jest tym tytułowym "Kosogłosem" z trzeciej części, za którym podąża tłum ludzi, chcących zmian, nie potrafiących zaakceptować władzy Kapitolu nad dystryktami. Czy wam to czegoś nie przypomina?
Moją ulubioną postacią jest Haymitch. Bardzo lubię osoby z humorem, nawet jeśli są alkoholikami, co w nim w ogóle mi ta wada nie przeszkadzała. Zawsze miał dobrą radę, np. "Nie dajcie się zabić". Był jak ojciec dla Katniss, którego tak naprawdę przez długi okres życia nie miała. Przecież zawsze, gdy potrzebowała rady to kierowała się do Haymitcha.

Jestem totalnie #TeamPeeta, jakbyście chcieli mnie o to zapytać. Z prostej przyczyny- Gale jest wkurzający! Przysięgam, za każdym razem jak czytałam jego dialogi to czułam po prostu nienawiść. Ja wiem, że friendzone i te sprawy, trudno żyć z wiedzą, że wasza przyjaciółka ma kogoś innego, kogoś kim nie jest on. Może właśnie to ludzi różni, bo czasem powinno się po prostu odpuścić. No ale przepraszam bardzo, bez przesady, aaaaaaaa ugh, nie mogę, tak mnie wkurzył w trzeciej części, że do dziś mnie ręka świerzbi.

W słowach końcowych (mama mówi, że za długie posty piszę, ale co ja mam zrobić, jak się stęskniłam za pisaniem) pragnę każdemu z was polecić tę książkę. Ludziom w moim wieku także radzę przeczytać, bo przyda się na rozprawce na maturze.

Uważam, że książka i wydarzenia w niej opisane są prawdziwą rebelią. Osobiście nie wyobrażam sobie, żeby kiedyś moje dzieci miałyby zostać wysłane na arenę na pewną śmierć tylko po to, żeby pokazać, że to rząd rządzi w kraju, nie obywatele. Jest to bardzo nieludzkie.

Moja ocena: 10/10

Przeczytajcie, zastanówcie się i do mnie napiszcie o waszych odczuciach. Moich znajomych proszę o to samo, a jak już ktoś to zrobił to nie czujcie zawahania napisać.

Dziękuję za przeczytanie, trzymajcie się wszyscy cieplutko, zostańcie w domach, a na mieście zachowujcie odstępy.

Z pozdrowieniami,
Niepoważna recenzentka.

Komentarze

Popularne posty