Co na niebie szumi, czyli "Gwiazd naszych wina"
Opis książki:
Miliony fanów, dwa lata na listach bestsellerów, a wreszcie ekranizacja. Kto by się tego spodziewał po ambitnej powieści o dwojgu młodych ludzi, którzy spotykają się w grupie wsparcia dla chorych nastolatków. Dziewczyna o imieniu Hazel, która ma szesnaście lat i nowotwór, poznaje tam Augustusa, niewiele starszego od siebie chłopaka. Ich wspólna historia nikogo nie pozostawia obojętnym.
Postaram się pisać tak, aby nie urazić żadnego ego czy też uczuć, ale pod lupę na pierwszy ogień wzięłam sobie książkę, którą niezbyt lubię. Te moje świetne wybory zawsze prowadzą mnie na manowce. Faktem jest to, że ta książka nie ma w sobie tego czegoś, co mnie osobiście by przyciągnęło. Zwykła historia dwóch osób, które zakochują się w sobie przez zewnętrzne siły natury czy też, jak wy tam nazywacie, przeznaczenie. Oczywiście dodatkowo nie mogło w tej lekturze zabraknąć nutki oklepanej historii, przez którą czytelnik ma uroić kilka łez, choć słyszałam, że niektórym nawet wiadro na te łzy nie starcza.
Książkę napisał John Green, autor takich hitów książkowych, jak "Szukając alaski", "Papierowe miasta", czy też "19 razy Katherine". Jak mówi Wikipedia- jest on amerykańskim pisarzem z gatunku young adult ficiton (chodzi o książki dla młodzieży). Lektura, którą dzisiaj będziemy omawiać jest "Gwiazd naszych wina", która w 2012 roku zajęła pierwsze miejsce na liście bestsellerów New York Timesa, a w 2014 roku została zekranizowana. Jak już przeczytaliście na wstępie, krótko opowiedziałam wam o czym jest ta książka. I tak, wiem, że nie powinnam pisać swoich przemyśleń na początku, tylko na końcu.
Szczegółów książki, ani swojego krótkiego streszczenia nie chcę wam pisać, gdyż wolę, jak sami przeczytacie, niżeli ja bym miała tu napisać całą fabułę.
Muszę się wam przyznać, że dzieło Greena męczyłam przez przeszło pół roku, a po przeczytaniu ostatniej strony w końcu mogłam odetchnąć z ulgą. Książka mnie okropnie wymęczyła, nie pytajcie dlaczego, bo sama nie wiem, ale domyślam się, że przez sam fakt, jak bardzo była ona przewidywalna.
Na podwyższenie mojej końcowej oceny bardzo zasłużyło ogólne przesłanie książki. Jest to powieść ucząca czytelnika, jak korzystać ze swojego życia. Autor ukazuje walkę z nowotworem, przy okazji pokazując ludziom, że wszystko jest możliwe tylko musimy się otworzyć na świat i życie.
Jako postacie pamiętam, że bardzo polubiłam Petera van Houtena.
Może gdybym jeszcze raz przeczytała tę książkę, to miałabym zupełnie inne zdanie, ale chciałam wam, a raczej sobie napisać, tak jak ją zapamiętałam.
Moja ocena książki:
7/10
Dobrą stroną powieści było na przykład znalezienie dobrego tematu na książkę lub lekki język.
Bardzo się cieszę, że autor nie postanowił książki kontynuować, mimo błagań fanów o dalszy ciąg historii.
Przypominam, że była to moja pierwsza recenzja, im więcej będę ich pisać, tym bardziej poprawne one będą. Oczywiście to jest tylko moje zdanie o tej książce i nikt nie namawia was, żebyście mieli takie same.
Z pozdrowieniami,
Niepoważna Recenzentka.



Komentarze
Prześlij komentarz